Jeśli obserwujesz nas na Facebooku albo Instagramie, mogłeś zauważyć jedną rzecz: w żadnym poście nie pada nazwa konkretnego leku. To nie przypadek i nie przeoczenie.
Piszemy „leki na alergię”, „leki przeciwbólowe”, „leki na nadciśnienie”. Nigdy nazwa z aptecznej półki. Tak wygląda pierwsza z kilku zasad, których pilnujemy przy każdej publikacji. Część narzuca prawo, część przyjęliśmy sami, bo w komunikacji o zdrowiu zaufanie jest ważniejsze niż zasięgi. W tym wpisie pokazujemy je wszystkie.
Nazwy leków zostają u lekarza
Powód formalny jest prosty: prawo farmaceutyczne zabrania publicznej reklamy leków wydawanych na receptę. Ten zakaz obejmuje także posty w social mediach, więc rzetelny serwis medyczny po prostu tego nie robi.
Jest też powód ważniejszy niż przepisy. To lekarz decyduje, jaki lek pomoże w Twojej sytuacji, bo zna Twoje zgłoszenie, a nie nagłówek posta. Dlatego w naszych treściach znajdziesz kategorię dolegliwości, a decyzję o konkretnym preparacie zostawiamy tam, gdzie jej miejsce: w konsultacji. Serwis obsługuje 47 takich kategorii i po nich poruszamy się w komunikacji, od alergii po nadciśnienie.
Piszemy „konsultacja”, bo to jest konsultacja
Nie znajdziesz u nas sformułowań „zamów receptę” ani „recepta z automatu”. Każde zgłoszenie w naszym serwisie trafia do lekarza z prawem wykonywania zawodu. Lekarz kontaktuje się z pacjentem, weryfikuje informacje i podejmuje decyzję. Może też odmówić wystawienia recepty albo zalecić wizytę osobistą, jeśli uzna, że to konieczne.
Piszemy o tym wprost także wtedy, gdy brzmi to mniej efektownie niż obietnice konkurencji. E-konsultacja służy kontynuacji leczenia, nie pierwszej diagnozie. Wolimy, żeby pacjent wiedział to przed zgłoszeniem, a nie po.
Z tego samego powodu uczciwie stawiamy sprawę dostępności. Zgłoszenie wyślesz o każdej porze, ale kwestionariusze wysłane w nocy lekarz weryfikuje po rozpoczęciu pracy rano. Lepiej napisać to wprost, niż obiecywać receptę o trzeciej nad ranem.
Każda liczba ma źródło albo wypada z tekstu
W internecie pełno „badań”, których nikt nigdy nie widział. U nas reguła jest prosta: jeśli podajemy liczbę, wiemy, z jakiego dokumentu pochodzi. Przykład z naszych postów: 83% Polaków korzystało już z telemedycyny, a 80% potwierdza jej skuteczność. To dane z badania SW Research „Telemedycyna oczami Polaków” z 2023 roku.
Kiedy źródła nie ma, liczba wypada. Bez wyjątków, nawet gdy „brzmi prawdopodobnie”. Zdrowie to nie jest miejsce na statystyki z powietrza.
Opinie są prawdziwe albo nie ma ich wcale
Każda opinia, którą publikujemy, pochodzi od realnego pacjenta. Cytujemy dosłownie: dłuższą opinię czasem skracamy do sedna, ale nie zmieniamy w niej ani słowa i nie dopisujemy szczegółów, których w niej nie było. Jedna prawdziwa opinia znaczy więcej niż dziesięć wygładzonych. Skąd je bierzemy? Z wiadomości od pacjentów i z opinii zostawianych w Google. Zanim któraś trafi do posta, sprawdzamy, skąd pochodzi. Nie wiemy, kto i gdzie ją napisał? Nie publikujemy.
Kto tego wszystkiego pilnuje
Od listopada 2024 naszą komunikację w social mediach prowadzi agencja tophat.pl. Zasady opisane wyżej spisaliśmy wspólnie na początku współpracy i obowiązują przy każdym poście: każda publikacja jest sprawdzana pod kątem zgodności z nimi, zanim trafi na profil. Brzmi jak biurokracja? Trochę tak. Ale w komunikacji o zdrowiu wolimy nudną rzetelność od chwytliwych obietnic.
Po czym poznać rzetelną komunikację o zdrowiu (nie tylko naszą)
Te same zasady możesz wykorzystać jako szybki test dowolnej treści zdrowotnej w sieci.
Czy ktoś reklamuje konkretny lek na receptę?
Prawo tego zabrania, więc poważne serwisy tego nie robią. Widzisz nazwę leku na receptę w poście albo reklamie? To nie jest miejsce, któremu warto ufać.
Czy liczby mają podane źródło?
„Badania pokazują” bez nazwy badania to nie jest źródło. Rzetelny tekst mówi, kto badał i kiedy, tak jak my podajemy SW Research przy danych o telemedycynie.
Czy ktoś obiecuje receptę bez udziału lekarza?
Receptę zawsze wystawia lekarz. Taka obietnica to sygnał, żeby zamknąć stronę.
Jeśli chcesz sprawdzić, jak krok po kroku działa e-konsultacja, cały proces opisaliśmy w FAQ. Więcej treści o konkretnych dolegliwościach znajdziesz na naszym blogu. A jeśli obserwujesz nas w social mediach, to od dziś wiesz, dlaczego nasze posty wyglądają tak, a nie inaczej.